Budka Suflera „Greatest hits”

TA Music

Rok wydania1992

  1. Sen o dolinie Lyrics 3:50
    Znowu w życiu mi nie wyszło,
    Uciec pragnę w wielki sen,
    Na dno tamtej mej doliny,
    Gdzie sprzed dni doganiam dzień,
    W tamten czas, lub jego cień.

    Znowu obłok ten różowy,
    Pod nim dom i tamta sień,
    Wszystko w białej mej dolinie,
    Gdzie sprzed dni doganiam dzień,
    Jeszcze głębiej zapaść w sen.

    Późno, późno, późno… późno jest,
    Sam wiem, że zbyt późno jest,
    By zaczynać wszystko znów.

    Późno, późno, późno… późno jest,
    Sam wiem, że zbyt późno jest,
    By zaczynać wszystko znów.

    Znowu szarych dni pagóry,
    Znów codziennych rzeczy las,
    Wolę swoją znów dolinę,
    Obok której płynie czas,
    Szuka jej, kto był tu raz.
  2. Cień wielkiej góry Lyrics 6:25
    Ona przychodzi chytrze,
    Bez ostrzeżeń i gróźb,
    Krzyczy pękniętą liną,
    Kamieniem zerwanym spod stóp,
    Spod stóp.

    Wszystko zaczyna się zwykle,
    Jak każdy wspinaczki dzień,
    Trudny dzień.

    Ściana, droga pod szczyt,
    A potem nagle krzyk – oooooo…

    Góry wysokie, co im z Wami walczyć każe?
    Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
    Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
    Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej!

    Góry wysokie, wiem co z Wami walczyć każe,
    Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
    Na rzęsach szron, inni już idą dalej,
    Na twarzy śnieg, lecz są nowi, śmiali są,
    Tylko czasem, czasem zamyślenie, tylko czasem zamyślenie.

    Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
    Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!

    Góry wysokie, co im z Wami walczyć każe?
    Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
    Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
    Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej,
    Tylko czasem, czasem zamyślenie, tylko czasem zamyślenie.

    Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
    Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!
  3. Jest taki samotny dom Lyrics 4:10
    Uderzył deszcz, wybuchła noc,
    Przy drodze pusty dwór,
    W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
    Wagnerowski ton.

    Za witraża dziwnym szkłem,
    Pustych komnat chłód,
    W szary pył rozbity czas,
    Martwy, pusty dwór.

    Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
    Ciągle burza trwa,
    Nagle feeria barw i mnóstwo świec,
    Ktoś na skrzypcach gra,
    Gotyckie odrzwia chylą się
    I skrzypiąc suną w bok
    I biała pani płynie z nich
    W brylantowej mgle.

    Zawirował z nami dwór,
    Rudych włosów płomień,
    Nad górami lecę, lecę z nią,
    Różę trzymam w dłoni.

    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien

    Znowu szary, pusty dom,
    Gdzie schroniłem się
    I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
    Na witraża szkle,
    Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
    W życie się zanurzyć,
    Chociaż w ręce jeszcze tkwi
    Lekko zwiędła róża…

    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien.
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien.
  4. Memu miastu na do widzenia Lyrics 2:58
    Jeszcze raz ruszy ta zniszczona płyta
    Stary sprawdzony dobry blues
    Dom już bezludny pustka nieprzebyta
    Z pustych pokoi przepędzam czas

    Za oknem koniec nocy bezrozumnej
    Jak stypa długiej i smutnej jak blues
    Drzwi jeszcze skrzypią tak jak wieko trumny
    Zamykam nimi życia swego szmat

    Jeszcze mi tylko spacer pozostał
    Wąską aleją przez zielony park
    Wiatr w drzewach szemrze ledwie przebudzony
    Tak jak wczoraj, przedwczoraj, od lat

    Tak dziwna to chwila brakuje słów
    Tak dziwna to chwila brakuje słów
    Tak dziwna to chwila brakuje słów
    Tak dziwna to chwila brakuje słów
  5. Nie wierz nigdy kobiecie Lyrics 5:01
    Człowiek ten miał niepewny dość wzrok.
    Prosił o żar, wpatrzony gdzieś w mrok.
    Wciągnął dym, i nim skryła go noc, tak powiedział:

    „Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
    Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
    Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
    bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
    ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie…”

    Dookoła miasto całe właśnie kładło się spać,
    tyle z tego zrozumiałem, że coś z nim jest nie tak.

    Ulice dwie był dalej mój blok.
    Chciałem już spać, lecz opornie to szło,
    było coś, co sprawiało że głos wciąż słyszałem:

    „Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
    Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
    Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
    bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
    ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie…”

    Światła wtedy było mało, i pewności mi brak,
    czy w dzienniku dziś widziałem jego, czy inną twarz…
  6. Za ostatni grosz Lyrics 5:05
    Jaki jest wynik gry
    Nie wiem, nie pytaj mnie,
    Jak na imię tej grze,
    Tego nie wiem już też.

    Wczoraj tak było tak,
    Nie znaczyło zaś nie,
    Nie mieszało się nam
    Czarne z białym co dzień.

    Wczoraj niewinni tak,
    Dzisiaj pionki w grze,
    Wczoraj błękitny wiatr,
    Dzisiaj duszny zły sen.

    Z drugiej strony mych snów
    Wszystko lepszy ma smak,
    Bo w powietrzu jest luz
    I muzyka wciąż gra.

    Za ostatni grosz
    Kupię dziś chociaż cień
    Tamtych dni.
    Za ostatni grosz
    Wino z zielonych lat
    Chcę znów pić.

    Kiedy zaczął się wić
    Kręty, pochyły szlak,
    Gdzie był pierwszy nasz krok
    W rozpadlinę bez dna

    Gdy srebrników garść
    Przekonała nas, że
    Kiedy dają, to brać,
    Każdy głupi to wie.

    Bilans zysków i strat,
    Prowadzimy od lat,
    Nie ma czego w nim kryć,
    Nie ma czego się bać.

    Skąd więc na lustra dnie,
    Z progu każdego dnia
    Wita cię najpierw wstręt,
    Potem brat jego strach.
  7. Jolka, Jolka pamiętasz… Lyrics 6:30
    Jolka, Jolka, pamiętasz lato ze snu,
    Gdy pisałaś: „tak mi źle,
    Urwij się choćby zaraz,
    Coś ze mną zrób,
    Nie zostawiaj tu samej, o nie”.

    Żebrząc wciąż o benzynę,
    Gnałem przez noc,
    Silnik rzęził ostatkiem sił,
    Aby być znowu w Tobie,
    Śmiać się i kląć,
    Wszystko było tak proste w te dni.

    Dziecko spało za ścianą,
    Czujne jak ptak,
    Niechaj Bóg wyprostuje mu sny!
    Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak
    słodkie były, jak krew Twoje łzy

    REF:
    Emigrowałem z objęć Twych nad ranem,
    Dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem,
    Dane nam było, słońca zaćmienie,
    Następne będzie, może za sto lat.

    Plażą szły zakonnice, a słońce w dół,
    Wciąż spadało nie mogąc spaść,
    Mąż tam w świecie za funtem, odkładał funt,
    Na Toyotę przepiękną, aż strach.

    Mąż Twój wielbił porządek i pełne szkło,
    Narzeczoną miał kiedyś, jak sen,
    Z autobusem Arabów zdradziła go,
    Nigdy nie był już sobą, o nie

    REF
    W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak,
    Wypełzaliśmy na suchy ląd,
    Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas,
    Meta była o dwa kroki stąd.

    Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak,
    Czemu zgasło też nie wie nikt,
    Są wciąż różne koło mnie, nie budzę się sam,
    Ale nic nie jest proste w te dni.
  8. Cały mój zgiełk Lyrics 5:12
    Szarość dnia
    Wczorajszy dzień
    Jak w hotelu się znalazłem, co się stało
    Bez pytania wiem

    Drżenie rąk
    Poranny strach
    To jest kara, obowiązek, może zwyczaj
    Ja już nie wiem sam
    Tysiąc obietnic minionych
    Sto, sto różnych spraw
    Nieskończonych
    Słabość precz
    Robić to chcę
    Dla was wszystkich, dla muzyki, za pieniądze
    Musi udać się

    Hałas tłumu, krew żywiej tętni
    Inne sprawy są obojętne
    Tak, czy tak dogram to do końca

    Wszyscy wyjść
    Cisza w krąg
    To mój azyl, ma modlitwa, garderoba
    Czy już wszyscy są?
    Tak wiele chwil najważniejszych
    Cały, cały mój zgiełk najwierniejszy

    Kochana ma, wiedzieć chcę
    Jak mam szukać i co robić
    By na górze móc utrzymać się

    Hałas tłumu, krew żywiej tętni
    Inne sprawy są obojętne
    Tak, czy tak dogram to do końca
  9. Ratujmy co się da Lyrics 4:30
    Za horyzontem wielka korona gór
    Na karoserii różowieje kurz
    Odsuwasz dach, w rękę łapiesz wiatr
    Powiedz prawdę, ile lat mnie kochasz?
    Droga ucieka, noga już ciężka jest
    Opór decha i z oczu znika sen
    Będzie nam najbliższych czasem brak
    Spalone mosty to najlepszy w życiu start

    Ratujmy co się da
    Obróćmy jeszcze raz
    Kalejdoskop

    Wóz tnie powietrze, jak nóż weselny tort
    W najbliższym mieście każę obudzić dzwon
    Za marzenia słono płaci się
    Lecz życie tak niepowtarzalne jest
    Wyciągasz palce wtedy, gdy zmieniam bieg
    Gdzieś zniknął pancerz, który krępował mnie
    Wolność ma tak śmiesznie słony smak
    Gdzie też żal tamtych, zakręconych lat

    Ratujmy co się da
    Obróćmy jeszcze raz
    Kalejdoskop
    Pamiętam, jak do miasta raz zjechał na dzień wielki cyrk
    Po przedstawieniu byłaś zła
    Bo chciałem w świat z cyrkiem iść
    Na karuzelę musiałem cię wziąć
    By pęd osuszył ci łzy
    Tunel miłości jak noc objął nas
    Pocałowałaś mnie tam pierwszy raz
    Obiecywałaś pół nieba mi dać
    Odjechał cyrk, a ty z nim zniknęłaś

    Odrosła trawa, gdzie stał diabelski młyn
    Po czterech latach wróciłaś, ale z kimś
    Wnet zrozumiałem, że ja tylko tracę czas
    I wyjechałem, by pokazać na co mnie stać

    Co za historia, w powietrzu wisi kicz
    W promieniach słońca blacha jak złota lśni
    Każdy nit w silniku cały drży
    Wszyscy pragną szczęśliwego końca

    Twoja sukienka przed czasem zdradza mi
    To, co mnie czeka być może jeszcze dziś
    Przez dziesięć lat wyśniłem dzień po dniu
    Wielką ucieczkę, najdłuższą drogę do twych…

    Za horyzontem niepewność czeka nas
    Gnamy jak pocisk prosto w objęcia dnia
    odsuwasz dach, w rękę łapiesz wiatr
    Powiedz prawdę, ile lat mnie kochasz!
  10. To nie tak miało być Lyrics 6:22
    To nie tak miało być,
    Zupełnie nie tak,
    Cały świat miał być nasz,
    Tylko go brać.
    Świat poszedł swoją drogą,
    Zostawił nas,
    Coraz rzadziej się śnią
    Tęczowe mosty.

    To nie tak miało być,
    Zupełnie nie tak,
    Ty i ja jedno drzewo,
    Jedna w nas krew,
    Ty w końcu poszłaś swoją drogą,
    Ja inną drogę znam,
    Czy się przetną, czy nie,
    Jeden bóg tylko wie.

    Może spotkam się
    Tam, gdzie trafi każdy z nas,
    Tam gdzie życie będzie snem,
    Może spotkam się
    Tam, gdzie w miejscu stoi czas,
    Za sto lat, za rok, za dzień.
    To nie tak miało być,
    Zupełnie nie tak,
    My i wy, mur bez skazy,
    Kryształ i stal,
    Przemalowani, podzieleni,
    Na dobrych i złych,
    Na siebie warcząc jak psy,
    Żyjemy tak tyle dni.

    Może spotkam się
    Tam, gdzie trafi każdy z nas,
    Tam gdzie życie będzie snem,
    Może spotkam się
    Tam, gdzie w miejscu stoi czas,
    Za sto lat, za rok, za dzień.

    I zobaczysz będzie czas,
    Żeby śpiewać, żeby grać,
    Tam, gdzie każdy z sobą jest.
    Może spotkam się
    Tam, gdzie każdy sobą jest,

    I zobaczysz będzie czas,
    Żeby śpiewać, żeby grać,
    Za sto lat z rok za dzień.
    Ja idę swoją drogą
    Ty swoje drogi miej
    Czy skrzyżują się ze sobą,
    Jeden bóg tylko wie.
    A więc rękę mi daj
    I spotkajmy kiedyś się,
    Tam, gdzie każdy z sobą jest,
    I zobaczysz będzie czas,
    Żeby śpiewać, żeby grać,
    Za sto lat, za rok, za dzień.
  11. Pieśń niepokorna Lyrics 5:15
    Jest pieśń jak żagiel gwiezdny napój
    Wielkie skrzydła w wielki wiatr
    Dla tych co pełzać w mule nie chcą
    Głowa w górze sztywny kark
    Jest pieśń jak pomruk zwiastun błyskawic
    Sokół pośród stada wron
    Tylko niektórzy ją podjąć umieją
    Innym gardła dławi strach

    Słuchaj
    W bezsennych nocach ona gra
    Mówię słuchaj
    W bezdennym bólu ona trwa
    I jej czujesz moc
    I wciągnięty raz w nurt
    Oszalały biegniesz w nocy
    Kiedy inni syci śpią
    Mówię popatrz
    Jak oni mdłym się ogniem tlą
    Mówię słuchaj
    Nie daj przez palce ciągnąć dniom
    Przez śnieg i przez deszcz
    Pieśni sztandar chcesz nieść
    Życie mówię musi brzmieć
    Tak jak wielki piękny wiersz

    Jest pieśń jak żagiel gwiezdny napój
    Wielkie skrzydła w wielki wiatr
    Żywe pochodnie płyniemy nad czasem
    W dróg nieprzetartych dal
    W nowe pejzaże ziemi niczyjej
    Gdzie nie bywał dotąd nikt

    Słuchaj
    Jest pieśń jak wilczy w górach zew
    Mówię słuchaj
    Jak dziko w żyłach szumi krew
    Przez śnieg i przez deszcz
    Pieśni sztandar chcesz nieść
    I zbyt wielkich nie ma czynów
    I zbyt wielkich nie ma spraw
    Mówię popatrz

    Jest pieśń jak żagiel gwiezdny napój
    Wielkie skrzydła w wielki wiatr
    Dla tych co pełzać w mule nie chcą
    Głowa w górze sztywny kark
    Jest pieśń jak pomruk zwiastun błyskawic
    Sokół pośród stada wron
  12. Czas czekania – czas olśnienia Lyrics 9:40
    Na przeciwległej ścianie, widzę jeden kiepski kicz
    W brudnym kącie stolik, w dziwnej pozie ktoś tam śpi
    Dworcowa poczekalnia, chyba wszędzie wygląda tak
    Co ja tu znowu robię, na co czekam, już nie wiem sam

    Zmęczone oczy otwieram, ktoś niechętnie pyta mnie
    Co ty codziennie tu robisz, ona nie pojawi się
    Mówiłem mu już wczoraj, w mojej duszy ciągle to trwa
    Jej oczy słowa i ciało, że płonący nóż w sercu mam

    – Czas, czas czekania na, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
    – Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
    – Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się

    Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
    Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest

    Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
    Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
    Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już

    I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
    Że to, co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest

    – Czas, czas czekania na, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
    – Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
    – Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się

    Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
    Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest

    Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
    Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
    Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już

    I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
    Że to, co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest
pl_PLPolish