Budka Suflera „Cień wielkiej góry”

Polskie Nagrania „Muza”

Rok wydania1975

  1. Cień wielkiej góry Lyrics 6:21
    Cień wielkiej góry
    Ona przychodzi chytrze,
    Bez ostrzeżeń i gróźb,
    Krzyczy pękniętą liną,
    Kamieniem zerwanym spod stóp,
    Spod stóp.
    Wszystko zaczyna się zwykle,
    Jak każdy wspinaczki dzień,
    Trudny dzień.
    Ściana, droga pod szczyt,
    A potem nagle krzyk – oooooo…
    Góry wysokie, co im z Wami walczyć każe?
    Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
    Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
    Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej!
    Góry wysokie, wiem co z Wami walczyć każe,
    Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
    Na rzęsach szron, inni już idą dalej,
    Na twarzy śnieg, lecz są nowi, śmiali są,
    Tylko czasem, czasem zamyślenie, tylko czasem zamyślenie.
    Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
    Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!
    Góry wysokie, co im z Wami walczyć każe?
    Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
    Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
    Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej,
    Tylko czasem, czasem zamyślenie, tylko czasem zamyślenie.
    Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
    Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!
  2. Lubię ten stary obraz Lyrics 7:23
    Jest pejzaż z kryształu, a od gór pędzą konie
    Zbroje błyszczą, dzwoni stal
    To błędni rycerze są tu…
    Jest pejzaż z kryształu, a od gór pędzą konie
    Zbroje błyszczą…
    Dewiza ich: „W straconej trzeba walczyć sprawie”
    Marzeniem żyć ich zdaniem najciekawiej
    Potężnym strach, nam zawsze niosą pokrzepienie
    I już blisko są, nad miasto kładą się ich cienie
    Na tarczach godła i kity pióropuszy…
    To jest lepszy świat, który w swoich ramach trwa
    Miło spojrzeć nań tak w ciągu dnia
    Czasem błyśnie myśl: rzucić wszystko, z nimi iść
    Na wędrówkę na odwieczny szlak
    Dewizę mieć: „W straconej trzeba walczyć sprawie”
    Marzeniem żyć tak przecież najciekawiej
    Potężnym strach dać, maluczkim dawać pokrzepienie
    Wciąż naprzód iść i nie mieć czasu na zmęczenie
    Wyszczerbić miecz, lecz czyste mieć sumienie
    To jest lepszy świat, który w swoich ramach trwa
    Miło spojrzeć nań tak w ciągu dnia
    Czasem błyśnie myśl: rzucić wszystko, z nimi iść
    Na wędrówkę na odwieczny szlak
    I naprawić świat, i naprawić świat, i naprawić świat będę chciał
    I naprawić świat będę chciał
    I naprawić świat będę chciał
  3. Samotny nocą Lyrics 2:51
    Jak nocy cień, jak zgubiony nocą dzień
    Idę przez pusty plac
    Kroków swych słyszę głos
    Goni mnie noc
    Wołam do gwiazd, słyszę ich śpiew
    Wieczny nieba śpiew
    Jaki mały w świetle gwiazd każdy z nas jest
    Czy tam jest jeszcze cisza jezior?
    Czy tam jest jeszcze ptaków śpiew?
    Czy tam jest jeszcze dziecka płacz?
    Czy tam jest jeszcze zieleń drzew?
    Jak mowę gwiazd, jak tajemnicę poznać ich?
    Jak ich zrozumieć głos?
    Zostać tu czy odejść tam?
    Co da mi los?
    Wołam do gwiazd, słucha mnie ktoś?
    A może nic?
    Może gwiazdy wieczne już martwe w pustce tkwią?
    Czy tam jest także cisza jezior?
    Czy tam jest także ptaków śpiew?
    Czy tam jest także dziecka płacz?
    Czy tam jest także zieleń drzew?
    Czy tam jest także cisza jezior?
    Czy tam jest także ptaków śpiew?
    Czy tam jest także dziecka płacz?
    Czy tam jest także zieleń drzew?
  4. Jest taki samotny dom Lyrics 5:15
    Uderzył deszcz, wybuchła noc,
    Przy drodze pusty dwór,
    W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
    Wagnerowski ton.
    Za witraża dziwnym szkłem,
    Pustych komnat chłód,
    W szary pył rozbity czas,
    Martwy, pusty dwór.
    Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
    Ciągle burza trwa,
    Nagle feeria barw i mnóstwo świec,
    Ktoś na skrzypcach gra,
    Gotyckie odrzwia chylą się
    I skrzypiąc suną w bok
    I biała pani płynie z nich
    W brylantowej mgle.
    Zawirował z nami dwór,
    Rudych włosów płomień,
    Nad górami lecę, lecę z nią,
    Różę trzymam w dłoni.
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien
    Znowu szary, pusty dom,
    Gdzie schroniłem się
    I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
    Na witraża szkle,
    Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
    W życie się zanurzyć,
    Chociaż w ręce jeszcze tkwi
    Lekko zwiędła róża…
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien.
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien.
  5. Szalony koń Lyrics 19:25
    Mój teraz ruch, z życiem w szachy gram
    Moich figur coraz mniej, patrz królowej brak
    Kłótnia była, potem zmierzch, jakiś pusty bar
    Nie żegnałaś nawet mnie pani mego snu
    Cóż mi z tych zębatych wież, czego bronić mam?
    Bierz to życie, wszystko bierz, wolę zostać sam
    Żeby został mi ten szalony koń
    Jak najszybszy z wszystkich pęd, tej muzyki dźwięk
    Fioletowy motyw
    Tuż za mostem światła czarnej rzeki toń
    W oparach rozlewisk dnia pęknięty dzwon;
    Rząd nut fioletowych niskim niebem gna
    Dziwny tworzą motyw pejzaż cały gra…
    Chmury sypią iskry
    W żyłach pierwszy lód
    Pamięć gubi twarze na rozstajach dróg!
    Część, której mogłoby nie być
    Galaktyk chłód
    Obcych światów blask
    Gardło złoty dusi pył
    Gorycz sięga dna
    A mój utracony czas
    Gdzieś na pewno trwa
    Może jeszcze dojdę go
    Koń szalony gna
    Ścieżka dobrych ptaków
    Znowu dzień lekkim krokiem ze zbocza zszedł
    Żeglowałem w sinej mgle
    Czarną łodzią w sinej mgle
    Żeglowałem żyjąc wciąż gorzkim smakiem smutnych mórz…
    Żeglowałem, żeglowałem w sinej mgle
    Żeglowałem, żeglowałem w sinej mgle
    Żeglowałem w ujścia rzek
    Dobrych ptaków tropiąc ślad
    Wypatrując miasta wierzch
    Szklanych oczekując wież.
    Wymyśliłem dzieckiem je
    Uciekałem w myślach tam, uciekałem zawsze tam
    Gdy dorosły jestem już zapomniałem drogi tej!…
    Zapomniałem, gdzie to jest
    Zapomniałem, drogi tej
    Zapomniałem gdzie to jest
    Zapomniałem, w sercu nikły tylko ślad…
    Karnawał za bramą lwów
    Tu brama lwów, tu stragan snów
    Na rynku karnawał trwa
    Już trzeci dzień bawimy się
    Tłum kolorowy i ty
    Ile to lat tłustych i złych?
    Ile to lat nie byłem tu?
    Ile to lat tłustych i złych?
    Ile to lat nie byłem tu?
    Zapomniałem drogi tam
    Zapomniałem drogi tam
    W codzienności pędząc swej
    Zapomniałem drogi tam
    Dziś z pyłu dróg, zbłąkanych nut
    Na nowo wznoszę swój gród
    Z marzenia dom
    Dopóki on istnieje sens widzę żyć
    Zapomniałem drogi tam
    Zapomniałem drogi tam
    W codzienności pędząc swej
    Zapomniałem drogi tam
    Z dalekich wypraw
    Myśli wychodzą z cienia
    Coś w człowieku się zmienia
    I powracam z wyprawy na słoneczny ląd
    Oto znowu dni ruszyły
    Serce bije mocno szybko
    I nie rzucam ciągle słowa
    Słowa sens tylko znowu
    Biec przez tłoczne chcę ulice
    Zwykłym życiem się zachwycę
    Bo widziałem jak wygląda
    Jak wygląda mroczny brzeg
    Tylko w porze wieczornej
    Bluesa koniem szalonym
    Na wyprawy się wypuszczam
    Gdzie bywałem już