Budka Suflera „Było”

Budka Suflera Production

Rok wydania2005

  1. Intro 1:04
  2. Za ostatni grosz Lyrics 3:57
    Jaki jest wynik gry
    Nie wiem, nie pytaj mnie,
    Jak na imię tej grze,
    Tego nie wiem już też.

    Wczoraj tak było tak,
    Nie znaczyło zaś nie,
    Nie mieszało się nam
    Czarne z białym co dzień.

    Wczoraj niewinni tak,
    Dzisiaj pionki w grze,
    Wczoraj błękitny wiatr,
    Dzisiaj duszny zły sen.

    Z drugiej strony mych snów
    Wszystko lepszy ma smak,
    Bo w powietrzu jest luz
    I muzyka wciąż gra.

    Za ostatni grosz
    Kupię dziś chociaż cień
    Tamtych dni.
    Za ostatni grosz
    Wino z zielonych lat
    Chcę znów pić.

    Kiedy zaczął się wić
    Kręty, pochyły szlak,
    Gdzie był pierwszy nasz krok
    W rozpadlinę bez dna

    Gdy srebrników garść
    Przekonała nas, że
    Kiedy dają, to brać,
    Każdy głupi to wie.

    Bilans zysków i strat,
    Prowadzimy od lat,
    Nie ma czego w nim kryć,
    Nie ma czego się bać.

    Skąd więc na lustra dnie,
    Z progu każdego dnia
    Wita cię najpierw wstręt,
    Potem brat jego strach.
  3. Chodź Lyrics 3:13
    Tyle dni, które kochasz
    W sercu tyle miejsc, które znasz
    Tyle kłamstw i miłości
    Wielkiej jak ten mur, co dzieli nas.

    Chodź…
    Zmysłów rozpal mrok
    Zanim je zniszczy czas
    I żeby znowu grał
    Zapałki w oknie blask

    Chodź…
    Nie pomylić dróg
    Czy warto któż to wie

    Chodź…
    I nie mówmy już
    Co między nami jest
    …To ogrody wirują znów

    Chodź…
    Podaj jasną dłoń
    Czy warto, sama wiesz

    …To ogrody wirują latem
    Ponad ziemią tęczowy sad

    Tyle dni, które widzisz
    Ponad cieniem snu, jaki znasz
    Tyle w nas słońca promieni
    Ile każdy świt ocali w nas

    Tyle dni, które kochasz
    W sercu tyle miejsc, które znasz
    Tyle kłamstw i miłości
    Wielkiej jak ten mur, co dzieli nas.
  4. Biały demon Lyrics 2:56
    Ten wielki, biały demon,
    Ta białopióra mgła,
    Wciągnęła mnie w głąb siebie kiedyś i trwa!

    W tym cały zaplątany
    Jak włosy lore lay
    Rozbijam się o ściany domu wśród dnia!

    I może kiedyś wyjdę
    Na jej słoneczny brzeg,
    W kobiercu barw będę brodzić,
    Co wciąż mienią się, mienią się!

    Na razie iść, muszę iść, ledwo iść przez świat
    Nim zerwę tę serca mgłę, dusi mnie od lat,
    Pomoże mi może ktoś znaleźć bieli kres
    By zechciał tę rękę wziąć, wyciągnięta jest! (2x)

    Pomoże mi znaleźć ktoś bieli kres?

    I naprawić świat będę chciał
  5. Cały mój zgiełk Lyrics 3:46
    Szarość dnia
    Wczorajszy dzień
    Jak w hotelu się znalazłem, co się stało
    Bez pytania wiem

    Drżenie rąk
    Poranny strach
    To jest kara, obowiązek, może zwyczaj
    Ja już nie wiem sam
    Tysiąc obietnic minionych
    Sto, sto różnych spraw
    Nieskończonych
    Słabość precz
    Robić to chcę
    Dla was wszystkich, dla muzyki, za pieniądze
    Musi udać się

    Hałas tłumu, krew żywiej tętni
    Inne sprawy są obojętne
    Tak, czy tak dogram to do końca

    Wszyscy wyjść
    Cisza w krąg
    To mój azyl, ma modlitwa, garderoba
    Czy już wszyscy są?
    Tak wiele chwil najważniejszych
    Cały, cały mój zgiełk najwierniejszy

    Kochana ma, wiedzieć chcę
    Jak mam szukać i co robić
    By na górze móc utrzymać się

    Hałas tłumu, krew żywiej tętni
    Inne sprawy są obojętne
    Tak, czy tak dogram to do końca
  6. Z dalekich wypraw Lyrics 3:16
    Myśli wychodzą z cienia
    Coś w człowieku się zmienia
    I powracam z wyprawy na słoneczny ląd
    Oto znowu dni ruszyły
    Serce bije mocno szybko
    I nie rzucam ciągle słowa
    Słowa sens tylko znowu
    Biec przez tłoczne chcę ulice
    Zwykłym życiem się zachwycę
    Bo widziałem jak wygląda
    Jak wygląda mroczny brzeg

    Tyko w porze wieczornej
    Bluesa koniem szalonym
    Na wyprawy się wypuszczam
    Gdzie bywałem już
  7. Giganci tańczą Lyrics 3:25
    Co ja tu robię, co przygnało mnie tu,
    W fioletowym amoku kołysze się tłum,
    Wargi do warg, elity bal, jest cudnie.
    Królowie srebra wyskoczyli na ring,
    Żony w domu zostały nie licząc na nic,
    Oczy ich są codziennie bardziej smutne…

    Ten co kapelę swoją spuścił na psy
    Dawno umarł, lecz o tym nie powiedział mu nikt,
    Przed domem merc w hamburgu gdzieś skradziony.
    Jego audycji słucha kalisz i świat,
    Przyszedł dziś z wokalistką, potem pójdzie z nią sp

    W radiu da cynk, że głos jej wart miliony.
    Giganci tańczą, ultrafiolet wydobywa biel,
    Giganci tańczą, każdy w sobie zakochany jest,
    Rekiny disco pływające w lunatyka śnie,
    Na bramce pan bóg, za pieniądze też go możesz mieć!

    Już komandosi seksu wyszli na front,
    Wylądował ich desant, oliwią już broń,
    Nie będą tu do rana tkwić bezczynnie.
    Ruda modliszka właśnie spływa za bar,
    Uśmiech jak do kamery, to gwiazda gwiazd,
    Ale to sen – jutro do kielc gościnnie.

    Ten facet od godziny przedrzeźnia mnie,
    Małpuje każdy mój grymas, każdy mój gest,
    Biję go w nos, sypie się szkło – to lustro…
    Co ja tu robię, co przygnało mnie tu,
    Jak złapany stop-klatką zatrzymał się tłum,
    Umiera bal, elity bal, jak pusto…

    Giganci tańczą, ultrafiolet wydobywa biel,
    Giganci tańczą, każdy w sobie zakochany jest,
    Rekiny disco pływające w lunatyka śnie,
    Na bramce pan bóg, za pieniądze też go możesz mieć!
  8. Lubię ten stary obraz Lyrics 6:25
    Jest pejzaż z kryształu, a od gór pędzą konie
    Zbroje błyszczą, dzwoni stal
    To błędni rycerze są tu…
    Jest pejzaż z kryształu, a od gór pędzą konie
    Zbroje błyszczą…

    Dewiza ich: „W straconej trzeba walczyć sprawie”
    Marzeniem żyć ich zdaniem najciekawiej
    Potężnym strach, nam zawsze niosą pokrzepienie
    I już blisko są, nad miasto kładą się ich cienie
    Na tarczach godła i kity pióropuszy…

    To jest lepszy świat, który w swoich ramach trwa
    Miło spojrzeć nań tak w ciągu dnia
    Czasem błyśnie myśl: rzucić wszystko, z nimi iść
    Na wędrówkę na odwieczny szlak

    Dewizę mieć: „W straconej trzeba walczyć sprawie”
    Marzeniem żyć tak przecież najciekawiej
    Potężnym strach dać, maluczkim dawać pokrzepienie
    Wciąż naprzód iść i nie mieć czasu na zmęczenie
    Wyszczerbić miecz, lecz czyste mieć sumienie

    To jest lepszy świat, który w swoich ramach trwa
    Miło spojrzeć nań tak w ciągu dnia
    Czasem błyśnie myśl: rzucić wszystko, z nimi iść
    Na wędrówkę na odwieczny szlak

    I naprawić świat, i naprawić świat, i naprawić świat będę chciał
    I naprawić świat będę chciał
    I naprawić świat będę chciał
  9. Pieśń niepokorna Lyrics 5:01
    Jest pieśń jak żagiel gwiezdny napój
    Wielkie skrzydła w wielki wiatr
    Dla tych co pełzać w mule nie chcą
    Głowa w górze sztywny kark
    Jest pieśń jak pomruk zwiastun błyskawic
    Sokół pośród stada wron
    Tylko niektórzy ją podjąć umieją
    Innym gardła dławi strach

    Słuchaj
    W bezsennych nocach ona gra
    Mówię słuchaj
    W bezdennym bólu ona trwa
    I jej czujesz moc
    I wciągnięty raz w nurt
    Oszalały biegniesz w nocy
    Kiedy inni syci śpią
    Mówię popatrz
    Jak oni mdłym się ogniem tlą
    Mówię słuchaj
    Nie daj przez palce ciągnąć dniom
    Przez śnieg i przez deszcz
    Pieśni sztandar chcesz nieść
    Życie mówię musi brzmieć
    Tak jak wielki piękny wiersz
    Jest pieśń jak żagiel gwiezdny napój
    Wielkie skrzydła w wielki wiatr
    Żywe pochodnie płyniemy nad czasem
    W dróg nieprzetartych dal
    W nowe pejzaże ziemi niczyjej
    Gdzie nie bywał dotąd nikt

    Słuchaj
    Jest pieśń jak wilczy w górach zew
    Mówię słuchaj
    Jak dziko w żyłach szumi krew
    Przez śnieg i przez deszcz
    Pieśni sztandar chcesz nieść
    I zbyt wielkich nie ma czynów
    I zbyt wielkich nie ma spraw
    Mówię popatrz

    Jest pieśń jak żagiel gwiezdny napój
    Wielkie skrzydła w wielki wiatr
    Dla tych co pełzać w mule nie chcą
    Głowa w górze sztywny kark
    Jest pieśń jak pomruk zwiastun błyskawic
    Sokół pośród stada wron
  10. Nic nie boli, tak jak życie Lyrics 4:26
    Co jest za tą siódmą górą, tam?
    Obraz, który czasem śni się nam,
    mały chłopiec z piłką bawi się,
    nad podwórkiem krąży jego śmiech.
    Obraz przeskakuje niby slajd
    wiosna, drzewo, ławka, jakiś park.

    Chłopiec trochę podrósł, siedzi sam,
    stracił pierwszą miłość, żal go nam!
    Te obrazy bolą dziwnie tak,
    te obrazy z nim,
    niespodzianie w oczy pieką jak,
    jak gryzący dym
    i zgadywać nawet nie chcesz, nie
    kim on może być.
    Te obrazy prześladują Cię
    nie chcesz o nich śnić.

    Nic nie boli, tak jak życie,
    nic nie boli nas,
    to olśnienie i odkrycie,
    że przemija czas.
    To odkrycie i olśnienie,
    że nas będzie brak.
    Nic nie boli, jak istnienie,
    nic nie boli tak!

    I ostatni obraz, który znasz,
    w lustrze przegranego chłopca twarz.
    Te obrazy dziwnie bolą tak,
    te obrazy z nim.
    Niespodzianie w oczy pieką jak,
    jak gryzący dym
    i zgadywać nawet nie chcesz, nie
    kim on może być.
    Te obrazy prześladują Cię,
    nie chcesz o nich śnić

    Nic nie boli, tak jak życie,
    nic nie boli nas,
    to olśnienie i odkrycie,
    że przemija czas.
    To odkrycie i olśnienie,
    że nas będzie brak.
    Nic nie boli, jak istnienie,
    nic nie boli tak!
  11. Noc Lyrics 4:27
    Noc
    To jest taki dzień
    Który uczy nas spokoju
    Nim ogarnie snem

    Noc
    To ścieżka do twych ust
    Święta wojna i godzenie
    Bliskich sobie dusz

    Noc
    Azyl myśli złej
    To wyzwanie dla bezdomnych
    I bezsilny gniew

    Noc
    Wielka szansa by
    Zauważyć w końcu niebo
    Nie żałować chwil

    Potajemnie płynie w nas
    Krew wolności
    Nocy czas
    Gdy jednego serca jakby jest za mało
    Wędrowania błogi sen
    Twoje ciało
    Moja krew
    Kiedy wiesz już, że nic złego się nie stało

    Noc
    Trudnych pytań grad
    I bolesnych rozmów
    Które zniewalają nas

    Noc
    To tęsknota gdy
    Wędrowania nazbyt wiele
    A za mało chwil

    Tak powoli płynie w nas
    Krew wolności
    Nocy czas
    Gdy jednego serca jakby jest za mało
    Wędrowania błogi sen
    Twoje ciało
    Moja krew
    Kiedy wiesz już
    Że nic złego się nie stało.
  12. Tyle z tego masz Lyrics 3:54
    I po co ten pośpiech, ten nieustanny na oślep bieg,
    Na wszystko dokoła stale zachłanny przed siebie pęd?
    Od świtu do zmierzchu, nocą do rana rozwarcie ust,
    By zawsze móc więcej jeszcze w nie złapać, nim zmieści brzuch.
    I po co to ciągłe chciwe liczenie, kto więcej ma
    Bez sensu i celu wieczne krążenie jak ćma, jak ćma…

    Wielkie nic tobą wykarmione,
    Wielkie nic, nawet trochę mniej,
    Jakby zero uwieńczone wiankiem zer.
    Wielkie nic w siebie zapatrzone,
    Potem już dalej cisza,
    Bez muzyki przetańczony cały bal.
    Wielkie nic skrzętnie uzbierane,
    Wielkie nic, choć z pozoru coś,
    Wychodzone, wybiegane, piękne dno.
    Wielkie nic, w tobie zakochane,
    Puste jak oczu twoich blask,
    Tyle z tego, tyle z tego w końcu masz,
    Tyle z tego masz,
    Tyle z tego masz,
    Tyle z tego masz!

    Czemu to nagle, czemu to wszystko na serio tak?
    Bez piłki czy z piłką wciąż na boisku, za faulem faul.
    Skąd cała ta sławna siła przebicia, ten dziwny sport,
    Czy to jest naprawdę sposób na życie, niech powie ktoś!

    Wielkie nic skrzętnie uzbierane,
    Wielkie nic, choć z pozoru coś,
    Wychodzone, wybiegane, piękne dno.
    Wielkie nic, w tobie zakochane,
    Puste jak oczu twoich blask,
    Tyle z tego, tyle z tego w końcu masz,
    Tyle z tego masz,
    Tyle z tego masz,
    Tyle z tego masz!
  13. Z bagażem swoich lat Lyrics 4:55
    W końcu powiesz im i tak
    Jak masz na imię
    I nie ważne wcale jest
    Kto dzisiaj zginął

    Tak jak ptak
    Leć by żyć
    Tak jak ptak
    Leć by żyć

    W końcu przyznasz się i tak
    Co kochasz szczerze
    I nie ważne wcale jest
    Czy ktoś uwierzy

    Tak jak ptak
    Leć by żyć
    Tak jak ptak
    Leć by żyć

    Sam, sam, z bagażem moich lat
    Sam, sam, pośród tysiąca spraw
    Sam, sam, lecąc wysoko gdzieś
    Sam, sam, już nie zatrzymuj się

    W końcu dowiesz się i tak
    Gdzie koniec drogi
    I jak ważne jest czy ktoś
    Ktoś chce być z tobą

    Tak jak ptak
    Leć by żyć
    Tak jak ptak
    Leć by żyć

    Sam, sam, z bagażem moich lat
    Sam, sam, pośród tysiąca spraw
    Sam, sam, lecąc wysoko gdzieś
    Sam, sam, już nie zatrzymuj się...
  14. I tylko gwiazda - blask jej znikomy Lyrics 3:19
    Los chyłkiem szedł,
    W kołnierz chował twarz,
    Jak ruletę toczył dni
    Pochyłością lat,
    Tężał mroczny wąwóz,
    Jak wilgotny mur,
    Zmierzch, jak piękno chore,
    Ciemne smugi snu.
    Patrzeć nie umiem
    Przez różowe szkło,
    Dokąd tak szedłem,
    O co to mi szło?
    Kiedy nagły świat
    Chłód spowija skronie
    Przetrwać mi pozwala
    Przetrwać światło
    Które dla mnie płonie
    Kiedy patrzę w światło
    Widzę światło
    Które dla mnie płonie

    Jak suchy liść,
    Jak kapryśny wiatr,
    Dokąd tak biegniesz
    Uwikłany w świat,
    Kiedy nagły świat,
    Chłód spowija skronie,
    Przetrwać mi pozwala,
    Przetrwać światło,
    Które dla mnie płonie,
    Kiedy patrzę w światło
    Widzę światło,
    Które dla mnie płonie!

    Kiedyś chciałbym dojść już tam
    I do szyby przytknąć twarz,
    Odnaleźć w środku
    Siebie sprzed tych trudnych lat.
  15. Kolęda rozterek Lyrics 4:46
    Łoskot ostatniej z bram
    Ostatni niknie przechodzień
    W stronę spokojnych mórz
    Rusza srebrny żaglowiec

    A jeden maszt to jest wiara
    A drugi to nadzieja
    Zostałem na nabrzeżu
    Mnie na pokładzie nie ma

    Cudnie prostą melodię
    Próbuje mróz na szybach
    Za koronkową mgłą
    Misterium się rozgrywa

    A tutaj na rozdrożu
    Samotność wciąż szaleje
    I nijak stąd do wiary
    I nijak do nadziei

    Motyw – złego snu
    nogi skuwa lód
    zapraszali wszak
    – uśmiechnąć się
    – wyciągnąć dłoń
    – zejść

    Żaglował ktoś – sobie tobą
    Mówiąc tylko ty – ty i twój rozum
    I dryfujesz tak – człowiek bezludny
    – prosił wszak
    – uśmiechnij się
    – wejdź

    Przecież musi być stół
    I dobre oczy nad stołem
    Ulica kręta w dół
    I łuna nad kościołem

    Dotyk dziwnie znajomy
    Coś jak dziecięcy pokój
    Jedna dłoń jego to dobroć
    Druga dłoń jego to spokój

    Przecież musi być stół
    I dobre oczy nad stołem
    Ulica kręta w dół
    I łuna nad kościołem

    Cóż tam ten tłum dostrzega
    Trwający w zachwyceniu
    Coś mówi – spróbuj z nimi
    Coś mówi – zostań w cieniu.
  16. Wieża Babel Lyrics 4:23
    Świat się wokół nas wciąż mniejszy staje,
    Kontynenty na odległość dłoni są,
    Samoloty jak z dziecinnych bajek,
    Ponad głową coraz szybciej niebo tną.
    Ludzie wciąż wędrują wielkim, głośnym stadem,
    Z pomieszania mowy słychać jeden głos
    Zbudowano drugą, większą Wieżę Babel,
    Kto pamięta tamtej, pierwszej wieży los?

    Świat się kurczy jak przekłuty balon,
    Człowiek też maleje szybko razem z nim,
    Przerażony swą niewielką skalą,
    Coraz bardziej samotnieje w tłumie tym.
    Stąd ucieczki nieprzytomne pustą drogą,
    Jakby gdzieś coś za zakrętem było tam
    I te wiersze napisane dla nikogo,
    I te płótna pełne nostalgicznych plam.

    Wieża Babel,
    Piękny, choć nieludzki ląd,
    Coraz dalej,
    Czy to postęp, czy to błąd,
    Coraz dalej
    Coraz trudniej uciec stąd.