Budka Suflera „Akustycznie”

New Abra

Rok wydania1998

  1. Intro - Pieśń niepokorna 1:11
  2. Cisza jak ta Lyrics 5:50
    Sza, cicho sza czas na ciszę,
    Już oddech jej coraz bliżej,
    Tego naprawdę Ci brak,
    Ona jedna prawdziwy ma smak,
    Cisza jak ta.

    Sza, cicho sza, zbliż się do niej,
    Drga, ledwie drga, blady płomień,
    Podejdź i zanurz się w nią,
    Rryształową i czystą jej toń,
    Zanurz do dna.

    REF:
    Bliżej i bliżej, i bliżej, i bliżej
    Masz do niej,
    Ciszej i ciszej, i ciszej, i ciszej
    Co dnia

    Kończ, po co ten ciągły hałas,
    Sam zdwoić go wciąż się starasz,
    Tak Cię uczyli od lat,
    Tylko krzykiem zdobywa się świat,
    A to nie tak, nie tak!

    Sza, cicho sza, czas na ciszę,
    Tę, którą w swym sercu słyszysz,
    Kiedyś śpiewało, jak z nut,
    Teraz gładkie i zimne jak, lód,
    Smutny to cud, o smutny cud!

    REF (3x)
    Podejdź i zanurz się w nią,
    Kryształową i czystą jej toń,
    Cisza jak ta, jak ta…
  3. Ratujmy co się da Lyrics 5:32
    Za horyzontem wielka korona gór
    Na karoserii różowieje kurz
    Odsuwasz dach, w rękę łapiesz wiatr
    Powiedz prawdę, ile lat mnie kochasz?
    Droga ucieka, noga już ciężka jest
    Opór decha i z oczu znika sen
    Będzie nam najbliższych czasem brak
    Spalone mosty to najlepszy w życiu start

    Ratujmy co się da
    Obróćmy jeszcze raz
    Kalejdoskop

    Wóz tnie powietrze, jak nóż weselny tort
    W najbliższym mieście każę obudzić dzwon
    Za marzenia słono płaci się
    Lecz życie tak niepowtarzalne jest
    Wyciągasz palce wtedy, gdy zmieniam bieg
    Gdzieś zniknął pancerz, który krępował mnie
    Wolność ma tak śmiesznie słony smak
    Gdzieie też żal tamtych, zakręconych lat

    Ratujmy co się da
    Obróćmy jeszcze raz
    Kalejdoskop

    Pamiętam, jak do miasta raz zjechał na dzień wielki cyrk
    Po przedstawieniu byłaś zła
    Bo chciałem w świat z cyrkiem iść
    Na karuzelę musiałem cię wziąć
    By pęd osuszył ci łzy
    Tunel miłości jak noc objął nas
    Pocałowałaś mnie tam pierwszy raz
    Obiecywałaś pół nieba mi dać
    Odjechał cyrk, a ty z nim zniknęłaś

    Odrosła trawa, gdzie stał diabelski młyn
    Po czterech latach wróciłaś, ale z kimś
    Wnet zrozumiałem, że ja tylko tracę czas
    I wyjechałem, by pokazać na co mnie stać

    Co za historia, w powietrzu wisi kicz
    W promieniach słońca blacha jak złota lśni
    Każdy nit w silniku cały drży
    Wszyscy pragną szczęśliwego końca

    Twoja sukienka przed czasem zdradza mi
    To, co mnie czeka być może jeszcze dziś
    Przez dziesięć lat wyśniłem dzień po dniu
    Wielką ucieczkę, najdłuższą drogę do twych…

    Za horyzontem niepewność czeka nas
    Gnamy jak pocisk prosto w objęcia dnia
    odsuwasz dach, w rękę łapiesz wiatr
    Powiedz prawdę, ile lat mnie kochasz!
  4. W niewielu słowach Lyrics 6:55
    Nie wiem czemu świt tak nagle zbudził to, co spało
    W miękkim kocu snów zagłuszył to, co jeszcze grało
    Nie wiem czemu czas zawraca kroki z tamtych krain
    Dotyk ciepłych warg każe powrócić mi z oddali

    Głos codzienności jest już we mnie, znów w ramionach głowę chowam
    Okruch nadziei – czy potrafię dzisiaj zacząć żyć od nowa

    Nie wiem czemu dziś ulica jakby bardziej szara
    Zniknął ten co grał, a wczoraj tak się bardzo starał
    Nie wiem czemu jest na tym ekranie tylu ludzi
    Kto z nich cos już wie, a kto dopiero się obudził?

    Głos codzienności jest już we mnie, znów w ramionach głowę chowam
    Okruch nadziei – czy potrafię dzisiaj zacząć żyć od nowa

    Za parę lat kiedy dojrzę twoja twarz
    Za parę lat w sercu wskażesz dobry szlak
    Za górą co jest wołaniem, śmiechem, łzą
    Odnajdę pejzaż który nigdy już nas od siebie nie oddali

    Nie wiem czemu noc nie mruży oczu by już spały
    W miękkim kocu snów ujrzały to co widzieć chciały
    Nie wiem czemu czas nie spycha mnie do tamtych krain
    Chociaż dotyk warg tak czule karze się oddalić

    Głos codzienności jest już we mnie, znów w ramionach głowę chowam
    Okruch nadziei – czy potrafię jutro zacząć żyć od nowa

    Za parę lat kiedy dojrzę twoja twarz
    Za parę lat w sercu wskażesz dobry szlak
    Za góra co jest wołaniem, śmiechem, łzą
    Odnajdę pejzaż, który nigdy już nas od siebie nie oddali (3x)
  5. I tylko gwiazda - blask jej znikomy Lyrics 3:32
    Los chyłkiem szedł,
    W kołnierz chował twarz,
    Jak ruletę toczył dni
    Pochyłością lat,
    Tężał mroczny wąwóz,
    Jak wilgotny mur,
    Zmierzch, jak piękno chore,
    Ciemne smugi snu.
    Patrzeć nie umiem
    Przez różowe szkło,
    Dokąd tak szedłem,
    O co to mi szło?
    Kiedy nagły świat
    Chłód spowija skronie
    Przetrwać mi pozwala
    Przetrwać światło
    Które dla mnie płonie
    Kiedy patrzę w światło
    Widzę światło
    Które dla mnie płonie

    Jak suchy liść,
    Jak kapryśny wiatr,
    Dokąd tak biegniesz
    Uwikłany w świat,
    Kiedy nagły świat,
    Chłód spowija skronie,
    Przetrwać mi pozwala,
    Przetrwać światło,
    Które dla mnie płonie,
    Kiedy patrzę w światło
    Widzę światło,
    Które dla mnie płonie!

    Kiedyś chciałbym dojść już tam
    I do szyby przytknąć twarz,
    Odnaleźć w środku
    Siebie sprzed tych trudnych lat.
  6. Noc nad Norwidem Lyrics 7:53
    Kadzidlana mgła,
    Kadzidlana mgła,
    Kadzidlana mgła,
    Kłębi się, spiżów jęk,
    Migotanie świec
    Gotyk wyższym czyni wciąż,
    O marmur kopyt stuk,
    I na tarczy miecz,
    Taki pogrzeb chciałeś mieć.

    Ciebie po prostu z domu wynieśli,
    Jeszcze bardziej byłeś sam,
    Dudniły grudy, grudy gliny
    Na cichym… Pere la chaise.
    Lecz ty żyjesz, wciąż żyjesz,
    Przetrwałeś jednak śmierć.

    Teraz siedzę w noc,
    Z twoją myślą sam na sam,
    Z białych kartek patrzą na mnie
    Oczy twe,
    Z uczciwości serca
    Sądzą nas,
    Ty żyjesz, wciąż żyjesz,
    Przetrwałeś jednak śmierć,
    Czasowi
    Zapomnieniu wbrew
    Czasowi
    Zapomnieniu

    Teraz siedzę w noc
    Z twoją myślą
    Sam na sam
    Z białych kartek patrzą na mnie
    Oczy twe
    I sądzą mnie
    Sądzą nas
    Ty żyjesz, wciąż żyjesz,
    Przetrwałeś jednak śmierć
    Tak, papier spłonie,
    A kamień zniszczy czas,
    Ale myśl płomienna wciąż
    Będzie,
    Będzie, będzie trwać.
    Tak, papier spłonie,
    A kamień zniszczy czas,
    Ale myśl płomienna wciąż
    Będzie,
    Zazdrościłeś im,
    Zazdrościłeś im,
    Zazdrościłeś im,
    Kirów tych
    Koni tych
    Zazdrościłeś im,
    Spiżów i marmurów,
    Blasku świec, zazdrościłeś
    Tłumów w wielkim bólu,
    Ty, ty nieśmiertelny.
  7. Radio taxi Lyrics 4:47
    Skąd mam wiedzieć, że mnie kochasz?
    Jak mam pewnym być?
    Trochę serca czasem okaż,
    będzie łatwiej żyć!

    Skąd mam wiedzieć, że coś znaczę,
    skąd mam to wiedzieć, skąd?
    Zdradź się kiedyś, niech zobaczę,
    zrób ten jeden błąd!
    Jeżeli myślisz, że nabiorę się
    na twój światowy luz,
    jak nocne radio taxi wzywasz mnie,
    jeszcze mi zapłacisz za ten kurs!

    Skąd mam wiedzieć, że mnie kochasz,
    czy to po prostu seks?
    Dziś z rozkoszy niemal szlochasz,
    jutro będę ex!

    Jeżeli myślisz, że nabiorę się
    na twój światowy luz,
    jak nocne radio taxi wzywasz mnie
    jeszcze mi zapłacisz za ten kurs!

    Radio taxi, radio taxi
    Skąd mam wiedzieć, że mnie kochasz?
    Jak mam pewnym być?
    Trochę serca czasem okaż,
    będzie łatwiej żyć!

    Może kiedyś to zrozumiesz,
    kiedy ci będzie źle,
    wykręcisz wtedy taxi numer
    i nie dodzwonisz się

    Radio taxi, radio taxi
    radio taxi, radio taxi
  8. Z dalekich wypraw Lyrics 3:22
    Myśli wychodzą z cienia
    Coś w człowieku się zmienia
    I powracam z wyprawy na słoneczny ląd
    Oto znowu dni ruszyły
    Serce bije mocno szybko
    I nie rzucam ciągle słowa
    Słowa sens tylko znowu
    Biec przez tłoczne chcę ulice
    Zwykłym życiem się zachwycę
    Bo widziałem jak wygląda
    Jak wygląda mroczny brzeg

    Tyko w porze wieczornej
    Bluesa koniem szalonym
    Na wyprawy się wypuszczam
    Gdzie bywałem już
  9. Noc Lyrics 4:53
    Noc
    To jest taki dzień
    Który uczy nas spokoju
    Nim ogarnie snem

    Noc
    To ścieżka do twych ust
    Święta wojna i godzenie
    Bliskich sobie dusz

    Noc
    Azyl myśli złej
    To wyzwanie dla bezdomnych
    I bezsilny gniew

    Noc
    Wielka szansa by
    Zauważyć w końcu niebo
    Nie żałować chwil

    Potajemnie płynie w nas
    Krew wolności
    Nocy czas
    Gdy jednego serca jakby jest za mało
    Wędrowania błogi sen
    Twoje ciało
    Moja krew
    Kiedy wiesz już, że nic złego się nie stało

    Noc
    Trudnych pytań grad
    I bolesnych rozmów
    Które zniewalają nas

    Noc
    To tęsknota gdy
    Wędrowania nazbyt wiele
    A za mało chwil
    Tak powoli płynie w nas
    Krew wolności
    Nocy czas
    Gdy jednego serca jakby jest za mało
    Wędrowania błogi sen
    Twoje ciało
    Moja krew
    Kiedy wiesz już
    Że nic złego się nie stało.
  10. Jest taki samotny dom Lyrics 3:48
    Uderzył deszcz, wybuchła noc,
    Przy drodze pusty dwór,
    W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
    Wagnerowski ton.

    Za witraża dziwnym szkłem,
    Pustych komnat chłód,
    W szary pył rozbity czas,
    Martwy, pusty dwór.

    Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
    Ciągle burza trwa,
    Nagle feeria barw i mnóstwo świec,
    Ktoś na skrzypcach gra,
    Gotyckie odrzwia chylą się
    I skrzypiąc suną w bok
    I biała pani płynie z nich
    W brylantowej mgle.

    Zawirował z nami dwór,
    Rudych włosów płomień,
    Nad górami lecę, lecę z nią,
    Różę trzymam w dłoni.

    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien

    Znowu szary, pusty dom,
    Gdzie schroniłem się
    I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
    Na witraża szkle,
    Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
    W życie się zanurzyć,
    Chociaż w ręce jeszcze tkwi
    Lekko zwiędła róża…

    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien.
    A po nocy przychodzi dzień,
    A po burzy spokój,
    Nagle ptaki budzą mnie
    Tłukąc się do okien.
  11. Memu miastu na do widzenia Lyrics 3:36
    Jeszcze raz ruszy ta zniszczona płyta
    Stary sprawdzony dobry blues
    Dom już bezludny pustka nieprzebyta
    Z pustych pokoi przepędzam czas

    Za oknem koniec nocy bezrozumnej
    Jak stypa długiej i smutnej jak blues
    Drzwi jeszcze skrzypią tak jak wieko trumny
    Zamykam nimi życia swego szmat

    Jeszcze mi tylko spacer pozostał
    Wąską aleją przez zielony park
    Wiatr w drzewach szemrze ledwie przebudzony
    Tak jak wczoraj, przedwczoraj, od lat

    Tak dziwna to chwila brakuje słów
    Tak dziwna to chwila brakuje słów
    Tak dziwna to chwila brakuje słów
    Tak dziwna to chwila brakuje słów
  12. Martwe morze Lyrics 4:28
    Dokąd idziesz bracie
    Dokąd gnasz
    Po co tak zabijać się
    W jednym punkcie przecież
    W końcu trwasz
    Tylko czas do przodu mknie

    Tak przemijasz w miejscu
    Spalasz się
    Jak pustynny w słońcu głaz
    Wszelki ruch to tylko
    Pozór jest
    Jeden mknie do przodu czas

    To twój los
    Zatrzymany w biegu kadr
    Martwe morze stoi wokół nas
    I nadziei brak na wiatr

    Świat do koła kłębi się jak rój
    Ta gorączka wiecznie trwa
    Świat wiruje zjada ogon swój
    Tylko czas do przodu gna

    To twój los
    Zatrzymany w biegu kadr
    Martwe morze stoi wokół nas
    I nadziei brak na wiatr
    Martwe morze stoi wokół nas
    I nadziei brak na wiatr

    Martwe morze…
    Jeśli pośród naszych
    Gwiezdnych dróg
    Pośród nieskończonych tras
    Gdzieś istnieje jeden
    Wieczny Bóg
    To na imię ma on: Czas

    To twój los
    Zatrzymany w biegu kadr
    Martwe morze stoi wokół nas
    I nadziei brak na wiatr
    Martwe morze stoi wokół nas
    I nadziei brak na wiatr.
  13. Nowa Wieża Babel Lyrics 4:30
    Świat się wokół nas wciąż mniejszy staje,
    Kontynenty na odległość dłoni są,
    Samoloty jak z dziecinnych bajek,
    Ponad głową coraz szybciej niebo tną.
    Ludzie wciąż wędrują wielkim, głośnym stadem,
    Z pomieszania mowy słychać jeden głos
    Zbudowano drugą, większą Wieżę Babel,
    Kto pamięta tamtej, pierwszej wieży los?

    Świat się kurczy jak przekłuty balon,
    Człowiek też maleje szybko razem z nim,
    Przerażony swą niewielką skalą,
    Coraz bardziej samotnieje w tłumie tym.
    Stąd ucieczki nieprzytomne pustą drogą,
    Jakby gdzieś coś za zakrętem było tam
    I te wiersze napisane dla nikogo,
    I te płótna pełne nostalgicznych plam.

    Ref.
    Wieża Babel,
    Piękny, choć nieludzki ląd,
    Coraz dalej,
    Czy to postęp, czy to błąd?
    Coraz dalej, coraz trudniej uciec stąd /x2

    Ref.
    Wieża Babel,
    Piękny, choć nieludzki ląd,
    Coraz dalej,
    Czy to postęp, czy to błąd?
    Coraz dalej, coraz trudniej uciec stąd /x2