Budka Suflera „Czas czekania, czas olśnienia”

Polton

Rok wydania1984

Strona A

  1. Cały mój zgiełk Lyrics 5:10
    Szarość dnia
    Wczorajszy dzień
    Jak w hotelu się znalazłem, co się stało
    Bez pytania wiem
    Drżenie rąk
    Poranny strach
    To jest kara, obowiązek, może zwyczaj
    Ja już nie wiem sam
    Tysiąc obietnic minionych
    Sto, sto różnych spraw
    Nieskończonych
    Słabość precz
    Robić to chcę
    Dla was wszystkich, dla muzyki, za pieniądze
    Musi udać się
    Hałas tłumu, krew żywiej tętni
    Inne sprawy są obojętne
    Tak, czy tak dogram to do końca
    Wszyscy wyjść
    Cisza w krąg
    To mój azyl, ma modlitwa, garderoba
    Czy już wszyscy są?
    Tak wiele chwil najważniejszych
    Cały, cały mój zgiełk najwierniejszy
    Kochana ma, wiedzieć chcę
    Jak mam szukać i co robić
    By na górze móc utrzymać się
    Hałas tłumu, krew żywiej tętni
    Inne sprawy są obojętne
    Tak, czy tak dogram to do końca
  2. Zmiany w organizmie Lyrics 4:10
    W bramie ponurej, jak zły sen
    W taryfie z oknem uchylonym
    Dwie twarze milczą, ręce więc
    Mówią swym gestem wyuczonym
    Co dotknięte
    Zapłacone
    Tu znak jakości zbędny jest
    Bo nocny klient nie marudzi
    Płaci, więc pije, jego jest
    Sprawą, czy widzi, gdy się nudzi
    Bądź z sercem
    Do ludzi
    Dzień dzisiejszy jest wygrany
    Jutro można go pomnożyć
    Szmal podziałkowany
    Ład musi być
    Jeszcze jeden pijmy kielich
    Za ten biznes tak udany
    Zmiany w organizmie są
    Lecz nie w mym
    Dzień dzisiejszy jest wygrany
    Jutro można go pomnożyć
    Szmal podziałkowany
    Ład musi być
    Jeszcze jeden pijmy kielich
    Za ten biznes tak udany
    Zmiany w organizmie są
    Lecz nie w mym
  3. Czas czekania, czas olśnienia Lyrics 9:32
    Na przeciwległej ścianie, widzę jeden kiepski kicz
    W brudnym kącie stolik, w dziwnej pozie ktoś tam śpi
    Dworcowa poczekalnia, chyba wszędzie wygląda tak
    Co ja tu znowu robię, na co czekam, już nie wiem sam
    Zmęczone oczy otwieram, ktoś niechętnie pyta mnie
    Co ty codziennie tu robisz, ona nie pojawi się
    Mówiłem mu już wczoraj, w mojej duszy ciągle to trwa
    Jej oczy słowa i ciało, że płonący nóż w sercu mam
    – Czas, czas czekania na, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
    – Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
    – Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się
    Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
    Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest
    Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
    Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
    Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już
    I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
    Że to, co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest
    – Czas, czas czekania na, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
    – Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
    – Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się
    Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
    Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest
    Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
    Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
    Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już
    I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
    Że to, co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest

Strona B

  1. Wyspy bez nazw Lyrics 5:25
    Krzyk szaleńca budzi świadomość mą
    Ręce nieruchomo ujęte są w biały płaszcz
    Co rękawy w supeł z tyłu ma
    Z kąta widzę męską ciekawską twarz
    To ten co ludzkości sposób na życie chce dać
    Sala numer dwa sztab
    Dzielny samuraj Dong
    Przesadnie wierny mąż
    I innej wiary ksiądz
    Plamy na słońcu
    Wyspy bez nazw
    Ślepe ulice
    Księgi bez zdań
    Tydzień za tygodniem pojmuję już
    Kto, za co i po co wsadził mnie właśnie, właśnie tu
    Normalnego do szalonych głów
    Patrzę chłodnym okiem wkoło i wręcz
    Zdawać by się mogło nie widzę tego, tego, że
    Wcale niczym nie wyróżniam się
    To samo wiem
    Co w sali numer pięć
    Co wszystkie te
    Plamy na słońcu
    Wyspy bez nazw
    Ślepe ulice
    Księgi bez zdań
    Wszystkiego dobrego
    Po kres twych dni
    Za świństwo to dziękuję ci
    Z drugiej strony muru
    Zwalczają się
    Nie wracam, bo tutaj normalnie jest
    Wszystkiego dobrego
    Po kres twych dni
    Za świństwo to dziękuję ci
    Z drugiej strony muru
    Zwalczają się
    Nie wracam, bo tutaj normalnie jest
  2. Woskowe dusze Lyrics 4:45
    Królowie, piewcy, car i klown
    W wysokich sferach znany pan
    Gwiazda, co wszyscy wielbią ją
    Figury białym woskiem lśnią
    Ze śmiałych wypraw znany wódz
    Piłkarz i twórca rewii mód
    I mędrzec, co najlepiej wie
    I tylko nikt nie rusza się
    Prezydent wyspy, mer i mim
    I cesarz rodem prosto z Chin
    Człowiek, co mnóstwo forsy ma
    Lecz w gabinecie bezruch trwa
    Model, co śnił proroczy sen
    Oraz z męskości znany man
    I kurtyzana, szach i Jan
    I dalej spokój wokół ścian
    Tu nigdy nikt nie rusza się
    Ich będzie więcej, może mniej
    Stać tutaj będą po kres dni
    I śnić woskowe białe sny
    Ci, co nie mają wosku lecz…
    Prawdziwe dusze – wiedzą, że
    Gdy w dachu dziura zrobi się
    Słońce zaświeci, słońce zaświeci
    – a oni w rzekę zmienią się
    Gabinet figur czynny dziś
    Każdy zobaczyć może przyjść
    Gabinet figur czynny dziś
    Każdy zobaczyć może przyjść…
  3. Dobrej zabawy nigdy dość Lyrics 3:20
    Kotu podpalić z tyłu sierść
    W imadło wkręcić psa
    Z pytona zrobić hula-hoop
    Z karbidem podać barszcz
    I na butapren ciapy zlep
    Dziadzio wywali się
    Cioci do buta nalać tran
    W Rolls-Roysie wyrwać drzwi
    Panience w disco w gębę dać
    Sąsiadom wpuścić pchły
    Cementem zalać dolców pęk
    Wujek ucieszy się
    Ze szpitala zasunąć butlę
    I dotlenić dzielnicę całą
    Mamie w garach porobić dziury
    Bo generalnie to za mało ich jest
    Dobrej zabawy tyle w krąg
    Liczę na wenę twą
    Siostrze do getra wpuścić bąka
    I niech poćwiczy aerobik
    Osłu do żłoba daj kalkulator
    Niech zje, zobaczysz, czy mądrzejszy jest
    Dobrej zabawy nigdy dość
    Dobrej zabawy nigdy dość…
  4. Lot nad bocianim gniazdem Lyrics 4:17
    Jak nieostrożnie dźwięk wydobyty
    Siedzisz w półśnie
    Z grającej szafy szlagier wytarty
    Nie razi Cię
    Kelnera głos, znów zamawiasz to samo
    Natrętny szept, gość już czeka – wiesz gdzie
    Postaraj się, bądź kochanką i damą
    Podnosisz się, czy chcesz, czy nie
    Wyspa nieznana w dziwnych kolorach
    Dziecięcy śmiech
    Tu postać twoja w słońca promieniach
    Niewinna jest
    Tak miało być, lecz tak nigdy nie było
    Radość i żal inny wymiar tu ma
    Panie spraw, by choć na dzień się ziściło
    Zatrzymaj czas
    Ucisz ten gwar
    Galeria twarzy, film szokujący nawiedza Cię
    Chciałaś inaczej to wszystko ułożyć
    Cóż z tego jest
    Gorycz i żal
    I dziewczęce marzenia
    Łzy – a gdzie śmiech, który barw tyle ma
    Boże, daj choć małą garść zrozumienia
    Zatrzymaj czas
    Ucisz ten gwar
    Pieniądze, pokoje, magiczny krąg
    Nieczułość i żądza, uściski rąk
    W zamęcie pośpiechu w niedobrym śnie
    Myśl twoja bolesna, pojawia się
    Czy można, czy jeszcze na to jest czas
    Czy da się wyrzucić z serca ten głaz
    Jak uciec i dokąd, czy żyje gdzieś
    Ten, który przeszłości nie zlęknie się