Spisek „Spisek”

GAD Records

Rok wydania2017

  1. Powódź Lyrics 03:17
    Znowu zniknął mi twój cień
    Rytm muzyki goni mnie, proszę stań
    Elvis Presley śpiewa znów
    Znów mi z oczu płyną łzy

    Świateł razi blask
    Starej płyty trzask
    Tu przy barze miałaś być
    Słyszę gdzieś twój głos
    Tyle mija chwil
    Piję chłodny gin
    Barman kusi blaskiem szkła
    Szklanka nie ma dna

    Nagle płyniesz blisko mnie
    Twoich bioder czuję kształt
    W twoich oczach widzę blask
    Nie, to nie blues - to powódź łez

    Znowu zniknął mi twój cień
    Rytm muzyki goni mnie, proszę stań
    Barman z tyłu zamknął drzwi
    Wreszcie cisza w uszach brzmi, koniec dnia
  2. Po co spieszyć się Lyrics 04:56
    Kiedy słońce na werandzie sepią barwi szkło
    A we wszystkie ciemne kąty noc już wtyka nos
    Myślę, że nie warto dziś znów godzić się przed snem
    Jutro sam odszukam cię i będzie tak jak jest
    Jutro... Jutro... Jutro... Jutro...
    A dziś ciszą się upiję
    Będę w wannie spał
    Tak mi cię żal

    Patrzę tępo w telewizor za dwanaście rat
    Inni pokończyli studia, naprawiają świat
    Może ja poprawiłbym w tym świecie także coś?
    Wezmę w dłoń złomu łom, przepędzę całe zło

    Jutro... Jutro... Jutro... Jutro...
    A dziś tylko komiks przejrzę
    Przed snem piwka łyk
    Świat nie jest zły

    Po co spieszyć się dziś?
    Jutro jaśniejsza myśl
    Jutro się załatwić da każdą z trudnych spraw
    Każdą z trudnych spraw – o tak!

    Kiedy ptaki na południe gonią słońca blask
    Pierwsza krople słot jesiennych obmywają twarz
    Kilka dni Ikarem być, horyzont gonić wciąż
    Zaprząc myśl do lotu wzwyż, do pracy w mig się wziąć

    Jutro... Jutro... Jutro... Jutro...
    Dzisiaj ziemia mi wystarczy
    Miast kamiennych bruk
    Świat u mych stóp

    Po co spieszyć się dziś?
    Jutro jaśniejsza myśl
    Jutro się załatwić da każdą z trudnych spraw
    Każdą z trudnych spraw

    W nocy żona wciąż powtarza: "Z tobą coś nie tak..."
    Chyba pójdę do lekarza, niech zwolnienie da
    Dałby mi dziesięć dni na jednej z ciepłych wysp
    Ale grzech w tak piękny dzień w kolejce stać u drzwi

    Jutro... Jutro... Jutro... Jutro...
    Jutro zejdę sam nad rzekę
    Dam się objąć w pół
    I będę zdrów
  3. Mannix w Warszawie Lyrics 02:54
    Kiedy siadam do śniadania
    Dzwonek woła mnie do drzwi
    A za drzwiami jakieś dziewczę
    Roni z oczu łzy

    Patrzy na mnie tak błagalnie
    Czuję zapach krwi
    Jedno tylko wiem na pewno,
    Ze śniadania dzisiaj nic

    Cudo ma na imię Lisa
    Liczy lat 25
    Jeden drań ją szantażuje
    O młodości grzech

    Lisa musi być bez skazy
    Jutro bierze ślub
    A w duńskim filmie Lis wyznała
    Grała jedną z głównych ról

    Cena nie gra żadnej roli
    Mówi patrząc w oczy mi
    Jak potrafi się odwdzięczyć mała Lis
    Tego nie wie nikt, ale będziesz wiedział Ty

    Bardzo szybko na jaw wyszło
    O co tu się toczy gra
    Sprytna Lisa w głowie miała
    Całkiem niezły plan

    Po południu się zjawiło
    Gentlemanów trzech
    W mig dom cały przeszukali
    Nie pytając o nic mnie

    Nim się uwolniłem z więzów
    Było już po szóstej sześć
    Idę prosto do lodówki
    Chcę cokolwiek zjeść

    W garnku leży garść brylantów
    Chyba własność Lis
    Warte lekko 3 miliony
    W oczach pociemniało mi

    Szukam jej swym kabrioletem
    Przez ulice miasta gnam
    A lusterko wsteczne mówi mi w co gram
    Bo na karku mam niemal cały gang

    Nagle szybko skręcam w lewo
    Niedaleko tu jest bar
    Idę wprost do telefonu
    Jeszcze jedna szansę mam

    Cześć Joe, mówię do barmana
    Jedną szybką daj
    Zanim zdążysz nalać dwie
    Będziesz miał tu niezły bal

    Romek, weź się do roboty!
    Słyszę w uszach majstra wrzask
    Ja Ci z głowy te głupoty
    Powybijam, czym się da!

    Siódme poty z ludzi biją,
    A on śpi – ten drań
    Gdy nam wszystkim z rąk ucieka
    Cała premia oraz plan